Na przestrzeni kilku czy kilkunastu ostatnich lat branża gamingowa przechodziła wielkie przemiany technologiczne. Czy wszystkie miały sens?
Od lat gracze są zasypywani wizjami futurystycznych narzędzi i gier, które mają przenieść świat gamingu w zupełnie nowy wymiar. Wiele pomysłów realizowanych współcześnie, pojawiło się w kulturze masowej (przede wszystkim w kinach i serialach) już w latach 90. Można tu wspomnieć choćby „Prawdziwe przygody Jonny’ego Questa”, gdzie główny bohater przenosi się w świat cyfrowy za pomocą gogli QuestWorld V.R. Visor. Czy błyskawiczny rozwój faktycznie miał sens w świecie realnym?
Wieczne aktualizacje
W cyfrowym świecie większość zmian jest niewidoczna z perspektywy użytkownika. Proste gry przeglądarkowe, zakłady bukmacherskie czy wszelkie gry tekstowe rzadko dają po sobie poznać, gdy w kodzie ma miejsce jakaś aktualizacja. Zazwyczaj ogranicza się ona do utrzymania zgodności całego backendu lub wyeliminowania drobnych błędów.
Największą zmianą ostatnich kilkunastu lat była rezygnacja z Flasha, na którym wcześniej stawiano większość prostych gier. Choć zmiana była potrzebna, rynek musiał zmierzyć się z przejściem na nowsze technologie, na skutek czego niemal wszystkie gry flashowe zostały porzucone. Pomimo wielkiej popularności, wiele z nich nigdy nie doczekała się nowszych wersji.
Więcej pobierania
Miejsce gier we Flashu szybko zajęły platformy takie jak Steam, czy Epic. Stało się to osiągalne głównie dzięki rozwojowi sprzętu dostępnego cenowo dla przeciętnych użytkowników. Pobieranie gier było możliwe, ponieważ komputery graczy wytrzymywały już spory napływ danych i mogły pomieścić oraz obsłużyć gry znacznie bardziej skomplikowane technologicznie.
Wielu graczy tęskni jednak za czasami, gdy wystarczyło wejść na wybraną stronę i szybko załadować wybrany tytuł. Nie można odmówić temu rozwiązaniu wygody.
Dzisiejsze instalacje siłą rzeczy zajmują nieraz sporo czasu. Do gry trzeba się przygotować – pobrać platformę, założyć konto (w wielu przypadkach wymagana jest dodatkowa weryfikacja) i dopiero wtedy pobrać tytuł. Również to bywa czasochłonne.
Częste są też aktualizacje. W takim wypadku, otwierając klienta, nie możemy od razu wejść do meczu. Choć producenci gier biorą pod uwagę potrzeby graczy i starają się ograniczać częstotliwość zmian, należy liczyć się z tym, że aktualizacja pojawi się kilka razy w miesiącu, a to potrafi zniechęcić część fanów.

Nowoczesny sprzęt
Zanim pojawiły najnowsze urządzenia, wydawały się one czymś niesamowitym. Dobrym przykładem będzie tu VR. Ktoś z nas nie chciał nigdy wejść do wirtualnej rzeczywistości jak w filmach? Gdy jednak pojawiły się na rynku, sukces nie był tak spektakularny, jak przewidywano…
Przede wszystkim po pierwszej fali zainteresowania nowym sprzętem, zabrakło dobrych tytułów. Proste gry dostępne na start (np. Angry Birds) potrafią zaciekawić – w końcu jest to znany tytuł w zupełnie nowym wymiarze. Nie potrafią za to utrzymać graczy na długo.
W sklepie wyraźnie zabrakło tytułów, które wykorzystałyby w pełni możliwości VR. Dobrą próbą być Assassin’s Creed: Nexus. Podróże po historycznych lokalizacjach i mechanika gry były tym, czego można oczekiwać po nowoczesnym tytule. Niestety tak rozwinięte gry bez mikropłatności muszą sporo kosztować, by były opłacalne dla producenta. Nexus z ceną ok. 150 zł to oczywiście wyższa półka, jednak chcąc zagrać na VR w grę, dla której warto było kupić gogle, trzeba się liczyć z takim wydatkiem przy każdym nowym tytule.
Jeśli chodzi o wybór – niestety nie jest on wielki. Producenci celują raczej w standardowe PC, ewentualnie rozszerzając istniejące gry o uproszczony VR. Wygląda na to, że technologia gamingu nieco przegoniła oczekiwania graczy…


